szkoła tańca poznań

Pierwsza lekcja tańca. Dłonie miałem poranione od wrzynających się w skórę paznokci partnerki. Znała kroki, chodziła już wcześniej na zajęcia. Wbijając swoje dłonie w moje, znalazła metodę na "prowadzenie" mnie.
Na sali trzy rzędy par. Jeden rząd zupełnie początkujących, drugi już lepiej tańczący, trzeci bardziej zaawansowany.
Pani Irena, rocznik 1920, z niesamowitą elokwencją i kulturą prowadziła zajęcia. Biło z niej coś tak ciepłego i niesamowitego, jakby była kimś bliskim, z rodziny. Później okazało się, że mieszkała w bloku mojej babci...

Po lekcji doszkolenie w domu partnerki. W skarpetkach ćwiczymy taniec cha-cha. Krok do boku, dostawić, do boku. "Nie takie duże!". Jak to duże, przecież normalne tańczę. Dzisiaj te same słowa mówię do osób początkujących na parkiecie. Jak dobrze to rozumieć.

Spodobało mi się. W krótkim czasie muzyka do tańca towarzyskiego zaczęła być dominującą muzyką w moim pokoju. Jak to brzmiało... Max Greger, Guenter Noris, Hugo Strasser - orkiestry taneczne pozwalały przenieść się w przestrzeń odczuć i emocji, które wypełniały mnie szczęściem, marzeniami.

Pierwszy pokaz tańca. Białe spodnie, biała koszula, wszyscy na biało. Taka formacja białych dzieciaków. I pierwsza pomyłka, gdy tańcząc figurę New York spotkaliśmy się twarzą z drugą parą, choć wszyscy mieli zatańczyć figurę w tę samą stronę.

Walc wiedeński stał się jednym z moim ukochanych tańców. Zazwyczaj niezbyt lubiany doprowadzał mnie do zmysłowego szaleństwa. Gdy jeździliśmy na pokazy tańca, największym pragnieniem było zatańczyć ten taniec. Trudny, wirowy taniec, wszystko kręci się dookoła, może to właśnie to... Pokaz tańca na szkolnym boisku w szkole. Wirowaliśmy w pogodny dzień przy dźwiękach tej cudnej muzyki, w mojej szkole, co za radość...

Poznańskie Koziołki, kiedyś cykliczne wydarzenie taneczne w poznańskiej Arenie. Dla dziecka już sama Arena robi niesamowite wrażenie. Gigantyczna przestrzeń, wysoki sufit, rozłożony parkiet, dookoła lampki, reflektory, przechodzące bądź biegające dookoła pary w specjalnych strojach, uroczysta atmosfera i mieszający się zapach Areny z różnymi odmianami perfum. Tyle emocji.

To było jak narkotyk. Być na parkiecie w świetle reflektorów, tańczyć kroki, które stawały się częścią mnie. Bywało, że w wolnych chwilach ćwiczyłem kroki tańcząc je palcami dłoni, to były nasze tak zwane "tematy", czyli układy taneczne.

Zapach, światło, dźwięki, ruch, publiczność, podniosła atmosfera. Tyle bodźców, które przenikały tak bardzo, że nie widziałem innej możliwości, niż tańczyć, tańczyć, uczyć tańca, zajmować się tańcem, całe życie mieć wypełnione tańcem.
To czasy, które dobrze oddaje film "Roztańczony buntownik". Partnerki miały fryzurę w postaci fali na "trzecie piętro"...

Każde wydarzenie, każdy turniej tańca to było święto. Sprawdzian w poniedziałek ? No trudno, jedziemy w niedzielę na turniej tańca. Najpierw rejestracja par przy stoliczku. "Z jakiego jesteście klubu? Jaka kategoria?". Idziemy zobaczyć parkiet. "Wow, jaki wielki". Bardzo lubiłem tańczyć na dużych parkietach. Czas iść do szatni. Chłopaki z wylizanym fryzem, ale wiem, że każdy ma swój fach w stopach. Każdy wyjdzie na parkiet i będzie dzisiaj kimś. Wytańczy siebie, jakąś swoją część.
Facet musi prowadzić w tańcu, a to sprawia przyjemność. Dziewczyny w szatniach, korytarzach malują się. W sali dobiega muzyka tak zwanej "próby parkietu". Wchodzisz na parkiet i "próbujesz" tę nową przestrzeń, która dzisiaj stanie się areną nie tyle walki, co wielkiego święta, kolorów, piękna.

Zbliża się godzina rozpoczęcia turnieju. Wszyscy ustawiamy się w rzędzie od najmłodszych kategorii po najstarsze. Zaczyna się marsz rozpoczynający turniej tańca. Co się dzieje, jak serce bije, ile emocji! Zdenerwowanie lekkie, ale jest radość. Jak wspaniale. Wchodzimy na parkiet. Hurra ! Zaczęło się. Świętujemy. Jestem w swoim świecie. Jest tak cudownie. Każdy klub tańca wyczytywany z osobna, wychodzimy do przodu kłaniając się publiczności. A teraz komisja sędziowska. No to schodzimy z parkietu i rozpoczynają się rundy. Czekamy na swoją kategorię, coraz więcej skupienia.

Zaczęło się od pojedynczej, niepozornej lekcji tańca i zakrwawionych dłoni.
Co taniec ma w sobie ? :-)

TYSIĄCE

KURSANTÓW

OD TEGO ROKU UCZĘ

OD TEGO ROKU TAŃCZĘ