26 kwietnia 2006 otrzymaliśmy e-maila od Agnieszki.
Postanowiliśmy umieścić jego treść na naszych stronach, ponieważ rzadko można znaleźć tak piękne słowa o swoich spotkaniach z tańcem. A może nawet nie tyle o spotkaniach, co o pewnej emocjonalnej relacji ...

Witam serdecznie!
Na wstępie chciałabym podziękować za te 1,5 godziny oderwania się od rzeczywistości i przeniesienie w zupełnie inny świat; dla mnie bajkowy. Tak zgadza się. Połknęłam tego bakcyla. Na początku myślałam, że to chwilowa moda potęgowana popularnym programem "Taniec z gwiazdami". Jednak pierwsze kontakty z tańcem miałam już dużo wcześniej, kompletnie nieśmiałe i przez to nieudane. Wykorzystałam kolejną okazję i ze znajomymi zapisałam się na taniec towarzyski. Pierwsza lekcja; w porządku. Druga; zaczęło być zabawnie. Trzecia, czwarta, piąta, szósta; dopadło mnie. Myślę tylko o tym. Nie jem, nie śpię, ktoś niewtajemniczony mógłby pomyśleć, że się zakochałam. Nic z tych głupot; to moja nowa pasja-taniec. Na każde zajęcia stawiamy się o wyznaczonej godzinie (przynajmniej żeńska część zespołu) i dzielnie zapamiętujemy nowe kroki. Raz nam to wychodzi, innym razem jest fatalnie. Instruktor jest jednak wyrozumiały. Właściwie trudno to jeszcze nazwać tańczeniem, ale zapału nam nie brakuje. I tak tydzień po tygodniu; walc, cza cza, samba, rumba, foxtrot, tango; Aż strach pomyśleć, co będzie później, jak się skończy. Leniwe dni bez dreszczyku emocji w oczekiwaniu na nowe wyzwanie?

Chciałabym żeby adresaci tego maila (właściwie nie wiem do kogo on trafi i czy kogoś on zainteresuje) przeczytali go z lekkim przymrużeniem oka i uśmiechem na ustach. Jest to takie skromne podziękowanie za te miłe chwile spędzone na zajęciach.

Pozdrawiam
Agnieszka

TYSIĄCE

KURSANTÓW

OD TEGO ROKU UCZĘ

OD TEGO ROKU TAŃCZĘ